Odbiegłem od Ari i wpadłem na wilka,Ariosa rozmawialiśmy a protem wpadliśmy na stado wilków,kazałem Ariosowi uciec.
-O...Siema,Lo...
-Cześć,Szpon.
-I jak się wiedzie życie,Leluś?!
-Nie Leluś!!!Nie cierpiłem tego przezwiska...
-I tak niedługo nim będziesz,zabije twoja watahę i rodzinę!!
-Nie!!Ja mam tam partnerkę która niedługo urodzi!
Ciągle miałem wrażenie jak by ktoś mnie obserwował....cztery wilki rzuciły się na mnie ale ich pokonałem,ścinałem pazury.
-Kieł,przegapił mecz....-podszedłem do niego zakrwawiony.
Nagle uciekli...
-Coś za łatwo poszło...-powiedziałem i pobiegłem do watahy...Szpon przyduszał Lizzie.
-Puszczaj ją! powinieneś znaleść ładniejszą i dojrzalszą wadere...
-Wiedziałeś,że liczy się to co jest w środku,a nie na zewnątrz?
-Pff...Bzdura...
-Chyba bzdurą jest to,że urządzasz sceny,bez powodu!
-Zabić go
Znów cztery wilki rzuciły się na mnie.
-Ty debilu!Masz moc znikania!-krzyknąłem do siebie i zniknałem pojawilem się za szponem
-I co?Zapomniałeś o tym?puszczaj ją,ale już!
Puścil Lizzie i z podkulonym ogonem uciekł.Ja wymęczony,padłem...
(Rye?Aria?Lizzie?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz